Moich doświadczeń ze sklepem Zegarki Zielona Góra nie mogę określić inaczej niż jako mega pozytywne. Nie był to pierwszy mój zakup, lecz już któryś z kolei.
Niesamowite ceny, super rabaty, a co najważniejsze - cierpliwość w kontakcie. Tutaj szczególne podziękowania z mojej strony dla Pana Jakuba, który nawet w środku nocy, w sobotę czy w niedzielę potrafi odpowiedzieć na maila. Nie ma dla niego spraw trudnych, czy niemożliwych - czasem, gdy coś nie zależy od niego, trzeba troszkę poczekać, ale odpowiedź otrzymałem zawsze. Jeszcze raz wielkie dzięki.
Co do zegarka - Longines Lindbergh Atlantic Voyage - to prawdziwe dzieło sztuki. Mimo swoich 47,5 mmm średnicy koperty wspaniale prezentuje się na nadgarstku - wygląda jakby miał wielkość o dobrych kilka milimetrów mniejszą. Cudowna tarcza w dwóch kolorach - zewnętrzny pierścień (prawdopodobnie) emaliowany w kolorze kości słoniowej i wnętrze tarczy w przepięknym kolorze ecru, który w zależności od kąta padania światła lub spojrzenia potrafi delikatnie ściemnieć i być prawdziwym kontrastem dla zewnętrznego pierścienia z indeksami rzymskimi.
Co do indeksów - prezentują się niezwykle - bardzo 'staroświecko' - tak bym to określił. W końcu zegarek jest robiony na lata 30-te XX w. Na indeksie z 'VI' jest okienko datownika - duże i wyraźne. Wskazówki wzorowane na lata 30-te; teoretycznie wyglądają na czarne, jednak, gdy spojrzymy na nie pod światło oksydują wspaniałym niebieskim kolorem - efekt jest niesamowity.
Przepiękna koperta z delikatnie rąbkowanym bezelem jest moim zdaniem unikalna - rzadko kiedy można spotkać zegarek z czymś takim. Na wierzchu - oczywiście - szafirowe szkło, prawdopodobnie z powłoką antyrefleksyjną, bo odczytywanie czasu jest genialnie proste - żadnych odbić, czy załamań światła.
Koronka słusznych rozmiarów - bardzo wygodnie można nastawić dokładną godzinę, chodzi z należytym oporem - w sam raz.
Clou całości to umieszczony w koronce, delikatnie wypukły przycisk zwalniający ruchomy dekiel. Prześliczne rozwiązanie, o wiele bardziej mi się podoba niżnp. w modelu Weems, gdzie z koperty wystaje szpiczasty przycisk do otwierania dekla.
Otwarcie dekla odsłania spodnią część koperty również zakrytą szkłem, przez które dokładnie można oglądać pracę mechanizmu. Na wewnętrznej stronie otwieranego dekielka wygrawerowany napis poświęcony Charles'owi Lindberghowi i jego żonie, wraz z numerem kolejnym zegarka - jako że zegarek produkowany jest w numerowanej liczbie egzemplarzy.
Całość, tak po dokładnym zastanowieniu się, przypomina trochę staroświecki (w pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście) zegarek kieszonkowy - tylko łańcuszka brak...
Jedynym nowoczesnym elementem w tym zegarku jest lekko wpuszczany przycisk przestawiania daty, który znajduje się na boku koperty, na wysokości indeksu 'X'. Wciśnięcie tego przycisku specjalnym szpikulcem dostarczanym wraz z zegarkiem pozwala zmienić szybko datę o jeden dzień do przodu, w przypadku miesięcy posiadających mniej niż 31 dni.
Mechanizm bazujący na Valjoux spisuje się w tym modelu bardzo dobrze - po trzech tygodniach codziennego użytkowania i przechowywania w rotomacie przez okres weekendowy mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że w ciągu tygodnia zegarek spieszy się ok. 40-45 sekund, co jest wynikiem całkowicie przyzwoitym. Tak więc wystarcza jego dokładne ustawienie raz w tygodniu.
Zegarek dostarczany jest w ogromnym drewnianym pudełku ozdobnym, zamykanym skórzanym paskiem, wraz ze szpikulcem do zmiany daty, dodatkową przedłużką do paska z aligatora do założenia zegarka na skórzaną kurtkę (zegarki te były dedykowane pilotom).
Jednym słowem - produkt od początku do końca dopracowany w każdym, najdrobniejszym szczególe od tarczy, wskazówek, koperty, otwieranego dekla aż po samo opakowanie.
Moim zdaniem - prawdziwe dzieło sztuki zegarmistrzowskiej.
Ocena:10/10
Longines Lindbergh Atlantic Voyage L2.730.4.78.0